poniedziałek, 16 grudnia 2013

Warto być Polakiem na Twitterze

Zakładając na początku 2009 roku Twittera za namową mojej rówieśniczki, piosenkarki Izy Lach, poznanej na... Myspacie, by śledzić Johna Mayera, nie spodziewałam się, że czeka mnie aż tak duża przygoda związana dopiero od niedawna ze środowiskiem polskiej części.
Założyłam Twittera, gdy - wydawało mi się tak przynajmniej - mało Polaków miało tam konto. Patrząc dziś na moje pierwsze twitty, wiem jak zaniżałam poziom pisząc o tym że pada deszcz, czy za oknem hałasuje festyn, czy wrzucając cytaty z piosenek artystów anglojęzycznych... ale głównie francuskojęzycznych. Od wielu lat moją wielką miłością - czasami z wzajemnością, czasami nie... - jest język francuski i kultura frankofońska - głównie muzyka będąca na czele list przebojów we Francji. I po tym jak zrozumiałam jak się "śledzi", "ćwierka", zaczęłam szukać artystów z Myspace, Facebooka na Twitterze. We Francji boom na Twittera też niedawno dopiero wybuchł, ale za to z Quebecu,z którego też pochodzi kilku artystów, których lubię, już wtedy było kilka osób. I szczerze? 1) Wystarczyło im powiedzieć, w języku angielskim bądź francuskim - na francuskich działa tylko francuski ;-) - że zna się ich piosenkę i słucha się ich...z Polski. Na Myspacie, gdy wykorzystywałam argument kraju, raczej słabe robiło to wrażenie.. Może też dlatego że moja znajomość języka była zdecydowanie niższa też. Dopiero na Twitterze, gdzie kontakt był bliższy, gdy artyści sami odpisywali w krótkich tekstowych wiadomościach, doceniłam swoje pochodzenie. Słówko Poland/Pologne sprawiało - i do dziś nadal sprawia - na artystach francuskojęzycznych duże wrażenie. Gabrielle Destrosmaisons, Lucy z musicalu Dracula, entre l'amour et la mort, była jedną z pierwszych które zachwyciły się Polską. Julie Zenatti, Fleur-de-Lys z pierwszej wersji musicalu Notre Dame de Paris, napisała mi że zawsze chciała zaśpiewać w Polsce, a gdy odpisałam że chętnię ją ugościmy, napisała że zaśpiewa w moim salonie. Znana u nas kanadyjska piosenkarka Natasha St-Pier (Un ange frappe a ma porte, Tu trouveras) ostatnio napisała, że chce wraz ze swoim nowym projektem - śpiewanymi tekstami św. Teresy z Lisieux - chociaż na chwilę wpaść do Polski, bo bardzo miło wspomina swój pobyt w Warszawie. Jeśli Natasha przyjedzie, możecie dziękować mnie :)
Czyli po pierwsze, w sumie chyba jedyne najważniejsze: interakcja. Żeby się wyróżnić jeszcze dodatkowo, bo czasami słowo Poland łatwo się rozmywa w morzu "mentions",2) warto stawiać na jakość. Bo co da naprawdę słaby tweet: I love you, please follow me! gdy można zachęcić jakąś błyskotliwą reakcją na to co dana osoba pisze, czy co się dzieje w jej życiu, czy to prywatnym, czy zawodowym, na reakcję. Jeśli widzę, że dany Artysta jest akurat online, czy po prostu niedawno coś napisał, warto do niego napisać z komentarzem, i emotikonką. Można być pewnym, że wzbudzi taki tweet reakcję. A po co psuć sobie dzień złymi emocjami? 3) Nie warto wdawać się w kłótnie z artystami, czy ich fanami, których się nie lubi. Po co? Owszem, poćwiczyć można tym znajomość przekleństw, ale po jeszcze wkurzyć się w cyberprzestrzeni, gdy w pracy czy na uczelni znajomi wystarczająco psują nastrój?
4) Nie zaszkodzi też napisać swoją wiadomość poprawnie. Wprawdzie akurat piosenkarze nie są purystami językowymi, a znajomi z zagranicy poprawią, a czasami nawet jakiś Twitterowy bot automatycznie wygeneruje wiadomość o błędzie, ale warto się starać. Tu nie liczy się ilość, tylko jakość i na te 140 znaków warto się postarać. Dlatego, mając nawet tylko Google Translate na podorędziu, warto sprawdzić w słowniku czy dane słowo jest poprawne, czy szyk zdania jest dobry. Tym samym, też czytając twitty osób zza granicy, można, nawet bez dużej naszej wiedzy, łapiemy język.. nawet bez wyjeżdżania z kraju. A nuż ktoś z zagranicy też postara się do nas odpisać w naszym języku? Ja mam dużą frajdę jak ktoś, nawet z błędami, napisze do mnie "buziaki" :)
Reakcję zupełnie nieznajomych osób zza granicy, za to czasami bardziej interesujących od artystów, można przyciągnąć 5) komentując wydarzenia oglądane w danym kraju. Ja mam specyficzny gust, nie lubię oglądać polskich wersji programów rozrywkowych typu Mam talent, za to w jury i francuskiego, i belgijskiego The Voice są artyści których lubię. Znajduję stream telewizji w Internecie, i wraz z Francuzami spamuję TL moich obserwujących przemyśleniami na temat talentów we francuskiej edycji. I jeśli otaguję to hashtagiem #thevoice, mój tweet widzą Francuzi i wchodzą w interakcję, czy retwittują mój twitt.. jeśli oczywiście spodoba im się. Tym samym można poznać naprawdę ciekawe osoby.. a potem poznać je na żywo. Myspacowe, Facebookowe i Twitterowe przyjaźnie warto przenosić do "prawdziwego" życia. Moją pasją jest też piłka nożna, a zwłaszcza klub FC Barcelona. Moi polscy znajomi nie są zbyt zachwyceni, gdy z hashtagiem #fcblive spamuję ich informacjami o pięknej, kolejne bramce Leo Messiego, ale za to ja się cieszę gdy dostaję reakcję znajomego z Anglii, który też jest wniebowzięty podaniem Iniesty, czy dziewczyny ze Szwajcarii, która znowu narzeka na włosy Cesca Fabregasa.
Na slawistyce - sla-wi-sty-ce - czyli filologii chorwackiej - ciężko było mi znaleźć portale związane z nauką języka. Jednak, dzięki stronom związanych z portalami takimi jak nasza wp.pl, czyli jutarnji.hr czy słoweński dnevnik.si, które już od 2009 są na Twitterze, tuż po opublikowaniu informacji wiem o niej,6) mogę kliknąć dalej link by przeczytać dłuższy artykuł i poszerzyć swoją wiedzę o świecie i znajomość języka. A Jutarnji na jakąś moją reakcję też zaczął mnie śledzić. Czyli - interakcja = reakcja. :)

Dlatego nie wolno się bać śledzić kilku osób więcej, czytać 140 znaków nie tylko w języku polskim, czy pisać w innym języku, nawet narażając się na zdziwione twitty Polaków. Moje Twitter to moje konto, i tylko i wyłącznie, i nawet tracąc dwóch obserwowanych z Polski, można zyskać 5 nowych znajomych spoza kraju. A czy warto? Pokaże wycieczka do kraju i darmowy przewodnik po np. Paryżu znający miasto jak własną kieszeń :)


@margotana 

sobota, 15 czerwca 2013

Papaoutai, czyli fenomenalny powrót Stromae

Paul van Haver, czyli nieznany bliżej belgijski artysta pod pseudonimem Stromae, w 2010 roku zaskoczył wszystkich, gdy jego piosenka Alors on danse stała się hitem we wszystkich klubach we Francji i była grana w prawie całej Europie. Szczerze? Wtedy uważałam, że nic w niej nie ma szczególnego. Dziwny teledysk, powtarzana 5000 razy fraza: Więc tańczymy, nie przemawiała do mnie. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam doceniać tekst.  Bo jak melorecytuje Stromae:
Kto powiedział studia, mówi praca Kto powiedział robota, mówi forsa
 Kto powiedział pieniądze, mówi wydatki Kto powiedział kredyt, mówi długi
 Kto powiedział długi, mówi komornik
Mówi najbliżsi, mówi smutki; bo problemy nie przychodzą bez niczyjej pomocy
  Kto powiedział zmęczenie, mówi obudź się jeszcze wcześniej.
Więc zapominamy o problemach
 Więc tańczymy!
I tak sobie mówisz że to już koniec; bo dalej jest juz tylko śmierć
 I myślisz sobie, że wytrzymasz, bo już nic się nie wydarzy, ale stanie się jeszcze wiele!
W tym roku Stromae powraca. Nie byle jak. Tym razem, mnie ujął od pierwszego single - Papaoutai. 


Dites-moi d'où il vient,
Enfin je saurais où je vais,
Maman dit que lorsqu'on cherche bien,
On finit toujours par trouver,
Elle dit qu'il n'est jamais très loin,
Qu'il part très souvent travailler,
Maman dit "travailler c'est bien",
Bien mieux qu'être mal accompagné, pas vrai ?

Où est ton papa ?
Dis-moi où est ton papa.
Sans même devoir lui parler,
Il sait ce qui ne va pas,
Ah sacré papa,
Dis-moi où es-tu caché ?
Ca doit faire au moins mille fois que j'ai
Compté mes doigts,

Où t'es papa où t'es ?
Où t'es papa où t'es ?
Où t'es papa où t'es ?
Où t'es où t'es où papa, où t'es ?

Quoi qu'on y croit ou pas,
Y aura bien un jour où on y croira plus,
Un jour ou l'autre on sera tous papa,
Et d'un jour à l'autre on aura disparu,


Serons-nous détestables,
Serons-nous admirables,
Des géniteurs ou des génies,
Dites-nous qui donnent naissance,aussi responsables,
Ah dites-nous qui tient,

Tout le monde sait comment on fait les bébés
Mais personne sait comment on fait des papas,
Monsieur JeSaisTout on aurait hérité, c'est ça...
Faut sucer que son pouce ou quoi,
Dites-nous où c'est caché, ça doit
Faire au moins mille fois qu'on a bouffé nos doigts,

Où t'es papa où t'es ?
Powiedzcie mi, skąd on pochodzi
W końcu dowiem się, dokąd ja idę
Mama mówi, że jeśli dobrze szukamy
Zawsze uda nam się znaleźć
Ona mówi, że on nigdy nie jest daleko
Że bardzo często chodzi do pracy
Mama mówi 'dobrze jest pracować'
Lepiej niż być w złym towarzystwie, nieprawdaż?

Gdzie jest twój tata?
Powiedz mi, gdzie jest twój tata
Nawet bez konieczności rozmowy z nim
On wie, co jest nie tak
Oh, na Boga tato
Powiedz mi, gdzie się schowałeś?
To musi być co najmniej tysiąc razy,
kiedy liczyłem na palcach

Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś, gdzie jesteś, gdzie tato, gdzie jesteś?
Czy wierzymy w to czy nie
Ale dobrze będzie w dniu, w którym uwierzymy w to bardziej
Tego czy innego dnia wszyscy będziemy ojcami
I tego czy innego dnia znikniemy
Czy będziemy znienawidzeni
Czy będziemy uwielbiani
Starymi czy geniuszami
Powiedzcie nam, ci, co dają życie również są odpowiedzialni Oh, powiedzcie nam kto się opiekuje nami?

Wszyscy wiedzą, jak się robi dzieci
Ale nikt nie wie, jak być ojcem
Bycie panem 'WszystkoWiem' jest dziedziczne, więc to tak...
Trzeba ssać swój kciuk czy jak?
Powiedz nam gdzie to się schowało
Potrzeba co najmniej tysiąc razy, żebyśmy obgryźli paznokcie


Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Dodajmy do tekstu absolutnie genialny teledysk, i mamy kolejny hit lata już na samym początku czerwca.

sobota, 1 czerwca 2013

La Corrida

Do niektórych tekstów nie warto dużo pisać. Wiedzcie tylko, że Francis Cabrel działa na scenie francuskiej od lat 70. To bard muzyki francuskojęzycznej. Ze swoją gitarą, charakterystycznym głosem i pięknymi mądrymi tekstami każdy jego album ma zagwarantowany sukces. Posłuchajcie, poznajcie tekst do La corrida.



Depuis le temps que je patiente
Dans cette chambre noire
J'entends qu'on s'amuse et qu'on chante
Au bout du couloir;
Quelqu'un a touché le verrou
Et j'ai plongé vers le grand jour
J'ai vu les fanfares, les barrières
Et les gens autour

Dans les premiers moments j'ai cru
Qu'il fallait seulement se défendre
Mais cette place est sans issue
Je commence à comprendre
Ils ont refermé derrière moi
Ils ont eu peur que je recule
Je vais bien finir par l'avoir
Cette danseuse ridicule...

Est-ce que ce monde est sérieux?
Est-ce que ce monde est sérieux?

Andalousie je me souviens
Les prairies bordées de cactus
Je ne vais pas trembler devant
Ce pantin, ce minus!
Je vais l'attrapper, lui et son chapeau
Les faire tourner comme un soleil
Ce soir la femme du torero
Dormira sur ses deux oreilles

Est-ce que ce monde est sérieux?
Est-ce que ce monde est sérieux?

J'en ai poursuivi des fantômes
Presque touché leurs ballerines
Ils ont frappé fort dans mon cou
Pour que je m'incline
Ils sortent d'où ces acrobates
Avec leurs costumes de papier?
J'ai jamais appris à me battre
Contres des poupées

Sentir le sable sous ma tête
C'est fou comme ça peut faire du bien
J'ai prié pour que tout s'arrête
Andalousie je me souviens
Je les entends rire comme je râle
Je les vois danser comme je succombe
Je ne pensais pas qu'on puisse autant
S'amuser autour d'une tombe

Est-ce que ce monde est sérieux?
Est-ce que ce monde est sérieux?
Odkąd czekam
w tym czarnym pokoju
słyszę, jak się bawią i śpiewają
na końcu korytarza;
Ktoś odsunął rygiel
i zanurzyłem się w ten wielki dzień
ujrzałem trąby, bariery
i ludzi dookoła

W pierwszej chwili wierzyłem,
że wystarczy się tylko bronić
ale to miejsce nie ma wyjścia
zacząłem rozumieć
zamknęli za mną drzwi
boją się, że się wycofan
I tak skończę mając
tą śmieszną tancerkę...

Czy ten świat jest poważny?
Czy ten świat jest poważny?

Andaluzjo, przypominam sobie
prerie otoczone kaktusami
nie zamierzam drżeć przed
tym błaznem, tym zerem!
złapię go, jego i jego kapelusz
zakręcę nimi jak słońcem
dziś w nocy żona torreadora
zaśnie na jego obu uszach

Czy ten świat jest poważny?
Czy ten świat jest poważny?

Goniłem cienie,
prawie dotykałem ich baletek
Oni uderzyli mnie mocno w szyję
abym się skłonił
skąd wychodzą ci akrobaci
w swych papierowych kostiumach?
nigdy nie uczyłem się walczyć
przeciw lalkom

Czuję piach pod głową,
to niesamowite jak to przynosi ulgę
modliłem się, aby to wszystko się zatrzymało
Andaluzjo, przypominam sobie
słyszę jak się śmieją, kiedy rzężę
widzę, jak tańczą, kiedy upadam
nie myślałem, że można tak się bawić
wokół czyjegoś grobu

Czy ten świat jest poważny?
Czy ten świat jest poważny?

sobota, 25 maja 2013

I komu bije dzwon w tym obojętnym świecie..?


Inspiracja przyszła, gdy włączyłam sobie wspomnienia, czyli album Reviens Garou. Zanim zaczniecie oceniać, i zanim ja zacznę żałować, posłuchajcie trzeciego utworu na płycie, i zobaczcie tłumaczenie refrenu (moje):

C’ n’est pas “ L’adieu aux armes
C’est un monde qui disparaît
Les missiles n’ont pas le charme
Du vieux fusil d’Hemingway

Et “Pour qui sonne le glas
Dans ce monde “anyway”
Chacun de nous finira
Comme le vieil Hemingway
To nie jest "Pożegnanie z bronią"
To ten świat znika
Naboje już nie mają uroku
Jak te ze starej broni Hemingwaya

I "Komu bije dzwon"
W tym obojętnym świecie
Każdy z nas skończy tak
Jak stary Hemingway
Każdy, kto mnie choć chwilę zna, wie, jak ważna była w moim życiu była muzyka Garou. Tak, absolutny pop itd itp, ale to on był pierwszym artystą, którego w muzyce pokochałam ja sama, bez żadnych zachęceń od strony rodziców, przyjaciół, mediów. No dobrze, trochę mediów, bo to w czasie festiwalu w Sopocie w 2002 roku, gdy Garou pokazał się na scenie, podbił moje 13-letnie serce. I powszechnie też wiadomo, że w tej chwili jesteśmy w separacji, i pan Garand musi nagrać porządną płytę by mnie przebłagać, ale cóż, sentyment pozostał.
A Hemingway? Zawsze czytałam książki. Od przedszkola pochłaniałam wszystko co ma okładkę i więcej niż 5 stron. Od ulubionych lektur "Oto jest Kasia", przez "Jeżycjadę", pod koniec podstawówki, czyli w tym czasie, co poznałam muzykę Garou, zaczęłam poznawać klasykę. Gdy pod koniec 2003 roku, gdy Reviens ukazało się, znałam już "Starego człowieka i morze". A gdy został mi przetłumaczony tekst, sięgnęłam po więcej od niego. Dysonans? Oj, wielki.
A jednak. Hemingway, urodzony jeszcze w XIX w., był korespondentem w czasie II wojny światowej i hiszpańskiej wojny domowej, obracał się w Paryżu wśród bohemy, był przedstawicielem modernizmu. Twórca - właściwie populizator, bo jak twierdzą opowieśći, to mechanik auta Gertrudy Stein wymyślił to określenie - hasła "stracone pokolenie", lost generation, doskonale widział już wtedy dokąd idzie świat. Obciążony chorobą genetyczną, po wypadku w Afryce, bał się o swój kubański dobytek, o swoje bezpieczeństwo. Po jednej nieudanej próbie samobójczej w kwietniu 1961, odebrał sobie życie 2 lipca 1961 roku, tak jak jego ojciec, czy rodzeństwo, a potem wnuczka.
Jego powieści, zawsze gdy do nich wracam, obezwładniają mnie. Hemingway nie pisał trudnym językiem, przeciwnie. Opowiadał szczerze o ważnych sprawach, o swoich przeżyciach. I mimo, że można o nim powiedzieć, że nie był tryskającym cały czas optymistą, ze "Starego człowieka i morze" wypływa refleksja, że człowiek jest zdolny zrobić wszystko, oraz że jeśli chcemy, możemy pokonać wszystkich. W innych utworach pisze o miłości - tej zakazanej, niedostępnej, tej wytrwałej. I mimo że przewija się śmierć, to naprawdę ważne jest dla niego życie. Hemingway kochał ten świat - moi znajomi - i szczerze, ja też - nie lubią długich opisów przyrody. A ja jednak kocham styl Hemingwaya, jego opisy natury z "Pożegnania z bronią" są przejawem jego geniuszu.
A co najważniejsze, Hemingway był doskonałym obserwatorem społeczeństwa. Jego doskonale pokazane w "Mieć czy nie mieć" społeczeństwo dotknięte kryzysem oraz początki ruchu komunistycznego na Kubie, czy opisy wojny w "Komu bije dzwon" przyprawiają o dreszcz. Autor dawał z siebie wszystko poświęcając się temu co robi - pisaniu.
I kochał życie. Doskonale oddał to w "Komu bije dzwon". W ostatnim rozdziale, główny bohater, gdy leży na ziemi ze złamaną nogą, myśli nad samobójstwem w celu uniknięcia schwytania przez wroga.
" Nie chcę robić tego samego, co ojciec. Zrobię, jeżeli będzie trzeba, ale wolałbym nie musieć "
Wiedział, że prawdopodobnie to choroba genetyczna (jak mówią niektórzy, psychiczna) go zmusi.
Mnie Hemingway z jednej strony onieśmiela swoim zarazem prostym, a tym samym genialnym stylem. Bałabym się do niego podejść w paryskim barze, bo wiem, że nie miałabym nic do powiedzenia, że wstydziłabym się. A zarazem naprawdę mocno chciałabym posłuchać jego opowieści o Hiszpanii, o corridzie, o życiu paryskiej bohemy, o wywiadzie z Mussolinim który udało mu się przeprowadzić. Wdychałabym zapach jego cygar i piła z him martini, czy absynt bez cukru. Tu znajdziecie więcej informacji o ulubionych alkoholach Hemingwaya, i dowiecie się, że pisarz nie pił gdy pisał...! Bo.."Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami. "

A mój ukochany cytat z Hemingwaya to: "Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny. " Oh damn right....

środa, 22 maja 2013

Marilou - Tu partages ton corps

Marilou, prawie 23-letnia Kanadyjka, która rozpoczęła swoją karierę w wieku już 14 lat publikując duet z Garou, właśnie wydaje swoją 4 płytę, pierwszą jako autorka-kompozytorka po francusku. Pierwszy singiel, który podbija listy w Quebecu, Tu partages ton corps - Dzielisz swoje ciało - Marilou napisała dla swojej mamy, która wygrała walkę z rakiem piersi. Porównuje w nim doświadczenie raka do swojego bycia w ciele swojej mamy... Zresztą, przeczytajcie i posłuchajcie.

J’ai déjà vécu à sa place
J'le comprend de ne pas vouloir partir
J’ai déjà goûté au même espace
J’ai même souvent voulu y revenir

Mais moi j’ai pas voulu détruire
Voler ta peau et t’affaiblir

Tu partages ton corps avec un bout de mal
Un étranger qui prend tout au passage

Bien plus petit que ton âme et pourtant si grand

Je voudrais lui crier que tu es déjà un ange

De s’en aller pas besoin d’un voyage
Mais il ne m’entend pas et te pousse au combat

J’ai eu froid le jour où j'suis sorti
J'le comprend de ne pas vouloir partir
J'le comprend mais j'le déteste à mourir
Je voudrais le tuer pour te laisser vivre 
Ja już żyłam na jego miejscu
Rozumiem, że nie chce odchodzić
Już zakosztowałam tego samego miejsca
Nawet czasami chciałabym tam wrócić

Ale ja nie chciałam Cię zniszczyć
Ukraść Twojej skóry i Cię osłabić

Dzielisz swoje ciało z kawałkiem zła
Z nieznajomym,który zabiera wszystko po drodze
O wiele mniejszym od Twojej duszy,a mimo to tak wielkim
Chcę do niego krzyknąć, że i tak jesteś aniołem
Żeby wyjść, niepotrzebna jest podróż
Ale on mnie nie słyszy i popycha Cię do walki

Było mi zimno kiedy wychodziłam
Rozumiem, że nie chce odchodzić
Rozumiem go, ale nienawidzę go do śmierci
Chciałabym go zniszczyć żebyś Ty mogła żyć



Mnie ten tekst bardzo porusza i prosty teledysk, nakręcony przez ukochanego Marilou, Alexandra Champagne, przemawia bardziej niż wszystkie z efektami specjalnymi. Jeśli chcecie poznać Marilou, odwiedźcie jej facebooka albo Twittera - warto, bo to naprawdę utalentowana dziewczyna.
Tekst udostępniła sama Marilou na swoim Facebooku.

poniedziałek, 13 maja 2013

Od ogrodnictwa kwiatowo-drzewnego do ogrodnictwa ludzkich serc

O Jerzy Świerkowski to długoletni pasterz akademicki w Gdańsku i Lublinie, jezuita, duszpasterz Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Lubi przebywać w naszej parafii i dzięki nam polubił trajtki!
-Skąd ojciec pochodzi? Bo znalazłam informacje, że był ksiądz duszpastrzem akademickim w Lublinie, też ma ojciec związki z Warszawą...
- Pochodzę ze Wschodu, z Wilna, a w 1936 roku urodziłem się w Poznaniu, bo mój tata stamtąd pochodził. Ale styl życia był litewski,przez mamę! Mam brata młodszego o 2 lata i siostrę młodszą o 12 lat.
- Zna ojciec Wilno?
- Teraz bardziej poznaje. Bo byłem mały przed wojną, a po wojnie Wilno się zmieniło, stało się bolszewickie. Mama dopiero w 50 roku wróciła do siebie, na pogrzeb dziadka.
Teraz ja poznaję Wilno przez zbiórki harcerskie, gdzie jeździmy z ZHR. Drogie są te wycieczki, dlatego gdy tylko mogę, proszę o pomoc, o dofinansowanie, żebyśmy mogli pojechać zajmować się grobami na Rosie, żeby młodzież poznała Litwę.
I moi dziadkowie pochowani na Rosie (cmentarz w wilnie), ja też chcę tam być pochowany. Pewnie będzie ciężko, bo przewiezienie ciała by było drogie, ale odkrywając swoje korzenie, umiłowałem Wilno!
- Ma ojciec kontakty z tamtejszym kościołem? Jacy są Litwini?
- Mamy kontakt z polską parafią w Szumsku(na Wileńszczyźnie), tam jeździmy też, ale widzę, że inny duch katolicyzmu/religijności, polska religijność jest głębsza. Litwini chcą się odciąć od nas, nie chcą uczyć nawet polskiego w szkołach.
Ja kocham Wilno, broniłem Wileńszczyzny narażając się na złe komentarze ze strony różnych osób, ale Litwini są w pewnym sensie szowinistami.
- A jakie jest harcerstwo na Litwie?
- Harcerstwo na litwie też inne, oni mają zachodnie - farbują włosy, piją - my bardziej tradycyjne. U nas harcerstwo wychowuje młodzież przez młodzież. Nie w moim przypadku, wprawdzie.
- Dlaczego?
- Bo ja do harcerstwa wstąpiłem bardzo późno, już w bardzo dojrzałym wieku! Wciągnął mnie mój przyjaciel, ksiądz Michał Gutkowski (dziś dyrektor gimnazjum i liceum Jezuitów w Gdyni), gdy trafiłem do Gdańska i gdzie prowadziłem duszpasterstwo akademickie. Spytał mnie kiedyś, czy nie chciałabym pojechać na zgrupowanie ZHR, być tam spowiednikiem. Zgodziłem się.. i on tamtej pory stałem się też harcerzem. Można powiedzieć, że on mnie wciągnął w harcerstwo, a ja go w bycie jezuitą!
- Jest Ojciec z ZHR, nie w ZHP.
- Tak, tak mnie wciągnął o. Gutkowski, i nie żałuję. Mimo, że są ciężke reguły w harcerstwie! Jezuici mogą pić na przyjęciach urodzinowych, ja jako harcerz nie mogę. Przyjaciele kuszą: "z nami się nie napijesz?" (śmiech) Ale przyrzeczenia, zobowiązania trzeba dotrzymać!
- Reguły harcerskie są podobne do reguł księży trochę.
- Bardziej czasami ostre. Ja czasami piłem, byłem niedzielnym palaczem. Musiałem z tego zrezygnować. Ale nie żałuję! Bardzo lubię.. kocham.. harcerstwo!
- Zanim został ojciec harcerzem, został ojciec Jezuitą. W Lublinie?
- Nie! Przeprowadziliśmy się do Warszawy. W czasie wojny mieszkaliśmy w Warszawie B na pradze, potem na Mokotowie. Sąsiedzi spotykali się na klatce, by się modlić, w kamiennicy była jedność, teraz sąsiedzi się w blokach się nie znają...
Blisko domu byli jezuici, gdyby był inny zakon, może bym gdzie indziej wstąpił? Dużo dały spotkania z ojcem Tadeuszem Boguckim, polubiłem jezuitów, i zdecyowałem się wstąpić. Na co usłyszałem od znajomych ojców: "Obserwowałeś nas tyle,a nadal chcesz do nas wstąpić?"(śmiech)
Mój brat jest jednak ateistą, jemu bliskość jezuitów nie pomogła. Cały czas za niego się modlę, by odzyskał wiarę.
- Słyszałam też, że ojciec lubi ogrodnictwo..!
- Bo studiowałem ogrodnictwo. Teraz lubię mówić, że przeszłem od tego kwiatowo-drzewnego do ogrodnictwa serc ludzkich! Koledzy dziwili się, że poszedłem do Jezuitów... Ale nadal mam spotkania z ludźmi ze studiów,spotykamy się w parkach, w ogrodach.. Lubię przyrodę!
- I wtedy trafił ksiądz do Lublina.
- Tak, na prowincję, i rozpocząłem duszpasterstwo akademickie. I pielgrzymki akademickie. 9 z Lublina, 6 z Gdańska.
- Także z Warszawy, zorganizował ojciec Białą sekcję Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej. Lubi ojciec chodzić na pielgrzymki?
- Na początku nie chciałem, ale musiałem. Dla młodzieży, i chodziłem z nimi. Bo ciężko. Ale pierwszy raz mnie bolą nogi, a za drugim razem widzi się, że innych też bolą! Młodzi uczą się pomagać na pielgrzymkach, jest dyscyplina, wyrzeczenie się. Muszą przestrzegać, przynajmniej u mnie trzeba było, surowych reguł ubioru.
- Dlaczego?
- Bo pielgrzymi reprezentują parafię, idą z krzyżem. Pewne wyrzeczenia muszą być!
- Lubi ojciec Gdynię?
- Lubię! Jak trafiłem do Gdańska, miałem kontakty z Tatrzańską, ale też spowiadałem na Świętojańskiej, w NMP. Ciężko było siedzieć w konfesjonale, bo ja lubię wędrować, ale to też uczy pokory!
A waszą parafię też lubię! Księdza Jacka poznałem gdy był klerykiem, na pielgrzymce akademickiej. Lubię tu przebywać, jest to bardzo dobra parafia!
- Gdzie jest ojciec teraz rezydentem? U nas w Gdyni gdzieś?
- Nie, mieszkam w domu zakonny na Rakowieckiej w Warszawie, ale często wybywam, na zbiórki harcerskie, zbierać pieniądze na kolejną zbiórkę na Litwie.
- Ojciec wędrowniczek! (śmiech) Nie jest ciężko ojcu podróżować? Ma ojciec problemy z chodzeniem.
- Nie jest łatwo być niepełnosprawnym, ale pasażerowie pomagają w podróżach. I czasami nie ci, po których można by było się tego spodziewać! Na Dworcu Centralnym w Warszawie facet w garniturze z teczką nie chciał pomóc mi wysiąść z pociągu, a pijaczkowie z dworca nawet odwieźli mnie na przystanek!
Grozi nam niestety znieczulica, coraz mniej miłości, współczucia! Ale na szczęście zdarzają się osoby, które wlewają w serce nadzieję.
- Lubi ojciec życie, prawda?
- Kocham! Dziękuję Bogu, że żyję w tych czasach, jakie mi dał. Trzeba się starać żyć jak najlepiej życiem jakie się ma! I powiem jeszcze jedno: każdy wiek jest piękny,a mimo wszystko starość Panu Bogu się udała!
- Dziękujęmy Ojcu za optymizm i za rozmowę. Życzymy zdrowia i wszystkiego co najpiękniejsze!

Rozmowę przeprowadziła Małgorzata Pietrzak

Wywiad ukazał się w numerze 6 gazetki parafialnej Mikołaj parafii św Mikołaja w Gdyni, w lutym 2013 roku

poniedziałek, 6 maja 2013

Mickael i jego Czas Uśmiechów

Ktoś, kto słucha pierwszy raz Mickaela Miro, artystę z Lyonu, bez znajomości języka francuskiego, może go nie docenić. Bo muzyka Mickaela jest popem w czystej postaci. W większości optymistycznym popem, mainstreamem. Ale gdy przyjrzymy się jego drodze muzycznej, jego tekstom, a co najważniejsze, jego kontaktowi z publiką przez portale społecznościowe, można zrozumieć, dlaczego jest doceniany we Francji.
Zaczął pisać piosenki na studiach - skończył prawo - inspirując się autorami-kompozytorami z lat 80. Sam Micko teraz mówi, że jest przedstawicielem pokolenia BCBG (Daniel Balavoine, Francis Cabrel, Michel Berger, Jean-Jacques Goldman), którzy są legendami muzyki francuskojęzycznej. Zaczął występować w rodzinnym regionie w 2007 roku, został zaproszony do grania supportu przed kilkoma ważnymi francuskimi gwiazdami - Christophe Mae, Patrick Fiori - i w 2011 roku wydał swój debiutancki album Juste Comme Ca.
Mickael ma wyjątkowy kontakt ze swoją publiką. Ja natrafiłam na jego muzykę, bo znana i u nas Natasha St-Pier - o której już pisałam - nagrała z nim tytułowy utwór, i tak trafiłam na jego profil facebookowy. Mickael, by zachęcić do kupienia płyty, i ponieważ jego pierwsza piosenka nazywała się L'horloge tourne - Zegar tyka - wymyślił wraz z ekipą aplikację. "Myszką" wprawiało się w ruch wskazówkę zegara, który zatrzymywał się na jednej godzinie - a pod każdą godziną kryło się półtorej minuty jednej z piosenek. Zabawa trwała 2 tygodnie przed wydaniem albumu - wierzcie mi, wściekałam się gdy wskazówka lądowała na piosence którą już znałam :) I pisałam mu o tym na jego otwartym facebookowym profilu. Mickael, któy sam prowadzi swoje profile, wierzył w moją frustrację i próbował fonetycznym zapisem podziękować mi po polsku :)

Przy promocji za to nowego albumu Mickael udostępnił swoją stronę internetową swoim słuchaczom. Najpierw zdradził, że nowy album nosi tytuł Le temps des sourires- Czas uśmiechów, a jego córeczka, 2-letnia Sienna, namalowała jego uśmiech - i poprosił swoich słuchaczy o narysowanie podobnych w różnych miejscach. Ja np. narysowałam uśmiech na tablicy na uczelni. Oprócz tego, co tydzień dawał zadanie - na wrzucenie zdjęć z uśmiechem - sąsiada, w pracy - a nagrodą dla najlepszego zdjęcia był singiel La vie simplement. 
Mickael jest bardzo aktywny na portalach społecznościowych - teraz najbardziej na Twitterze jako @mickaelmiro . Odpowiada na pytania, dużo retweetuje, jest przezachwycony filmikami robionymi dla niego czy jakąkolwiek akcją w sieci i poza nią. Oprócz tego aktywnie komentuje różne programy telewizyjne, np. francuską edycję The Voice. Na koncertach za to .. podał swój numer telefonu, który ma specjalnie przeznaczony dla interakcji ze swoimi słuchaczami. Przesłał screena ze swojego telefonu w dzień urodzin. Liczba 1000 nieodczytanych wiadomości robiła wrażenie :)
Oprócz muzyki absolutnie popowej, Mickael pisze teksty - niektóre są typowi tekstami o miłości - ma żonę Anne, i dwie córeczki, 2-letnią Sennę i 3-miesięczną Indię, Tu moje tłumaczenie Ma scandaleuse, żartobliwego tekstu o Anne - ale i niektóre, gdy się w nie wsłucha, nie można się nie uśmiechnąć. L'horloge tourne oprócz chwytliwej melodii ma ciekawy tekst. Tu możecie znaleźć moje tłumaczenie, a żeby przytoczyć fragment: "Przyjdzie SMS, skończę 30 lat / 30 lat wolności i nagle bilans /Zegar tyka, minuty są zmarszczkami /a ja marzę, marzę by zatrzymać czas". Żartobliwy wydźwięk ma te Ecrire quand meme - czyli Napiszę i tak - "Nie, nie mam tematu przewodniego, brak problemu jest u mnie problemem/ może pragnienie by wszyscy mnie kochali, sprawia że napiszę i tak tą piosenkę?". O portalach społecznościowych przekornie pisze w Juste comme ca - Tak po prostu - "Jestem starej daty, źle czuję się pisząć SMSy/ MSN to nie dla mnie, marzę o alter ego bez adresu IP i maila/ zapomnijmy o SMSach i scenariuszach, miłość ma nas spaść ot tak, po prostu"
Przy muzyce Mickaela dobrze się odstresować nawet bez zbytniego zwracania uwagi na tekst, jego kompozycje dobrze współgrają z jego tembrem głosu, ale gdy pozna się jego cały wizerunek, otwartość artysty na publikę i jego żartobliwe teksty, docenia się to co robi dla sceny francuskojęzycznej... i warto może by było wprowadzić go na polski rynek też? Czasami potrzeba po prostu uśmiechnąć - a ta muzyka doskonale temu sprzyja. :)