niedziela, 5 stycznia 2014

W środku mojego życia...

Nie, to nie tytuł wiersza Tadeusza Różewicza, niestety. (poezji nie lubię. Tak. Oburzajcie się)
To nie kryzys wieku średniego... nie mój przynajmniej. (jeszcze nie)
To tytuł nowej płyty kanadyjskiego - nie francuskiego, on tylko śpiewa czasami po francusku - piosenkarza Garou.

Jak zacząć opowieść o nim i moją historię? Już w wpisie o Hemingwayu, którego wiem, że potraktowałam zbyt płytko, pisałam, że "nasza" historia trwa ponad 11 lat. W sierpniu 2014 roku minie 12 lat odkąd pokochałam całym 13-letnim sercem, bez namawiania rodziców czy koleżanek, tego Artystę. Nie do końca jestem przekonana, czy Garou zasługuje na duże A.
Przy wpisie o Hemingwayu pisałam o tym, że pan Garand (prawdziwe nazwisko Garou to Pierre Garand) musiałby nagrać porządną płytę, by odzyskać moje zaufanie, nadszarpnięte przez różne swoje wybory, na przykład przez bycie jurorem we francuskiej wersji The Voice czy pójście na łatwiznę i nagrywanie płyt z coverami. No powiedzcie sami, jak można tak zmasakrować Bad day, piosenkę na zły humor Daniela Powtera czy piękną piosenkę o miłości Alicii Keys?


W listopadzie ukazała się 8 studyjna, 9 ogólnie płyta Garou - na szczęście z nowymi piosenkami. Po rozstaniu się z wytwórnią Sony trafił do Universalu, więc przez długi czas nie było wiadomo czy będzie dostępny album w Polsce, ale na szczęście ukazał się i na naszym iTunesie, Deezerze i w końcu w Empikach. Au milieu de ma vie - w środku mojego życia - zawiera w sobie 11 piosenek (14 w edycji bonusowej), które opowiadają o kryzysie wieku 40 lat piosenkarza. No nie, żartuję. Acz...
Garou, a właściwie Autorzy którzy pisali dla niego teksty, robi retrospektywę swojego życia, jak śpiewa w Toutes mes erreurs (Wszystkie moje błędy)" Już nie czuję chłodu, już się nie boję,Przeżywam znów w lusterku wstecznym Wszystkie moje błędy " czy w Avancer " Czuję płynący czas,Na skraju drogi musiałem zostawić Moje błędy i dwadzieścia lat;Wsiadłem do pociągu"
Dużo tekstów jest o kobietach - jak zwykle. Garou kolejny raz jest zakochany, po bardzo medialnym związku z francuską piosenkarką Lorie, tym razem bardziej chroni kanadyjską modelkę Stephanie Fournier i nie umawia się już z nią na ustawki na plażach, ale bardzo dużo o niej śpiewa w tekstach: "I ja, który żyłem jak nocny ptak, By zrobić jej kawę Wstaję przed świtem" (Który facet dla mnie tak zrobi, zasłuży na moją dozgonną... przynajmniej wdzięczność)

Powraca też do czasów przed tym, gdy został sławny grając Quasimodo w musicalu Notre Dame de Paris, gdy w barach w Quebecu grał soul i jazz. "Śpiewałem do rana Amerykańskie standardy Już w wieku dwudziestu lat Miałem bluesa we krwi" i przyznaje, że do dziś jest tak samo: "Wypalam jednego czy dwa papierosy I w głowie pojawia mi się Stary blues Otisa Reddinga Raya Charlesa czy BB Kinga Nadal mam w wieku czterdziestu lat Bluesa we krwi". Ciekawe jest to, że tak dobrze zna go właśnie Luc Plamondon, twórca musicalu Notre Dame de Paris, który go zobaczył w jednym z barów quebeckich...
Garou twierdzi, że nie umie pisać tekstów, woli skryć się za słowami innych Autorów - chociaż dwa teksty z poprzednich płyt były naprawdę świetne - All the way o hazardzie, pełen dwuznacznych aluzji związanych z pokerem i Mise a jour napisany na 50 rocznicę ślubu rodziców - teraz też napisał jeden Tu sais dla swojej 12-letniej córki, o tym, że jej tata musi wyjeżdżać,"Wiesz kiedy odnajduję twój uśmiech historia dalej się pisze bez wymazywania".

Muzycznie to pop-rockowa płyta z elementami wspomnianego bluesa, stworzona przez muzyków z grupy Plan B, z którymi Garou już współpracował przy płycie z coverami "Rhytm'n'Blues".Muzykę napisali oprócz tego też tak znani wykonawcy we Francji jak Pascal Obispo, Francis Cabrel Gerald de Palmas czy Jean-Jacques Goldman, co sprawiło, że album we Francji jest platyną. W Polsce słaba promocja w mediach sprawia, że nie jest tak dobrze, ale to może się zmienić, gdyż..
Dnia 20 lutego 2014 roku Garou wystąpi w Sali Kongresowej w Warszawie. Po 10 latach od ostatniego koncertu (i przygody ze słynnym czeskim pociągiem, gdzie z Polski jechał Garou z ekipą i z którego ich wyrzucili, oficjalnie bo nie mieli czeskich koron) Garou dzięki polskiemu fanclubowi i rosyjskiej firmie produkcyjnej Vdest, która sprowadza do Rosji i na Ukrainę francuskojęzycznych artystów przyjeżdża na koncert. Gdzie i mnie spotkacie :)
Bo to Artysta, od którego wszystko się u mnie zaczęło. Dzięki któremu tak naprawdę ukształtowało się moje życie, pośrednio dzięki któremu mam pracę - bo chcąc znać o czym śpiewa, nauczyłam się francuskiego. Dzięki któremu jestem pewna siebie, dzięki któremu poznałam internet, dzięki któremu mam przyjaciół. Po 12 latach zobaczę go na solowym koncercie.
Chciałabym mu tylko powiedzieć dziękuję. Za to wszystko. Że dla mnie to on był tą definiująca osobą.
Garou, a bientot a Varsovie.... et merci.

(tłumaczenie z garou.pl, copyright Paulina i Agu)

sobota, 4 stycznia 2014

Nasz czas tu jest tylko oddechem, więc oddychajmy....

Nie, to nie tekst pewnego młodego piosenkarza podbijającego serca młodych dam, ani pisarza o inicjałach P.C - którego szczerze mówiąc książkę Zahir przeuwielbiam i w sumie nie wstydzę się, że czytałam.

Nie, tytuł postu to przetłumaczony wers z piosenki Brooke Fraser.
Piosenki, która nazywa się C.S. Lewis Song.
Brooke Fraser to nowozelandzka piosenkarka, której piosenka Something in the water jakiś czas temu bujała mnie jak tylko leciała w radiu.
Jednak Brooke przed albumem Flags, z którego pochodził hit Something in the water, wydała album Albertine, na którym znalazła się piosenka o CS Lewisie, Autorze Opowieści z Narnii, Trylogii Międzyplanetarnej i nawróconego przez Tolkiena chrześcijanina.
Wczoraj, z okazji kolejnej rocznicy urodzin Autora Hobbita, ukazało się o nim wiele tekstów. Ja Tolkiena doceniłam dopiero niedawno - owszem, lubiłam Hobbita, ale nie mogłam przebrnąć przez Władcę Pierścieni - tak, są takie osoby, byłam nią ja. Nawet podobno najlepsze tłumaczenie Skibniewskiej nie mogło mnie przekonać. Dopiero niedawno koleżanka pożyczyła mi angielską, w jednym tomie wydaną, trylogię. Zachwyciłam się. Pewnych Autorów powinno czytać się tylko w oryginale - dla mnie takimi Autorami są Victor Hugo - Notre Dame za mną, przymierzam się do ataku na Nędzników w oryginale - Hemingway i Tolkien.
O przyjaźni Tolkiena z Lewisem wiedziałam jednak od dawna. Lewisa znałam oczywiście jako Autora Opowieści z Narnii, ale jakoś w liceum znalazłam na półce w bibliotece dwie części Trylogii Międzyplanetarnej (trzecią do dziś poszukuję, pomoc w poszukiwaniu Tej ohydnej siły i ogólnie w kupieniu Z milczącej planety i Perelandry bardzo potrzebna, dziękuję!!!!!) i Listy Starego Diabła do Młodego. I zakochałam się w Lewisie na zabój.
Gdy dostałam się na religioznawstwo, Lewis stał się lekturą obowiązkową i najważniejszą. Jego książki Po prostu Chrześcijaństwo, Problem Cierpienia czy Listy o Modlitwie i Moralności były pomocą na studiach i w życiu osobistym. Każdy, kto przeżywa żałobę po stracie bliskiej modlitwy, powinien wczytać się w Smutek, wydany po śmierci ukochanej przyjaciółki i żony.
Dziś, czytając po raz kolejny Listy Starego Diabła do Młodego, które rywalizują z Notre Dame de Paris o tytuł ulubionej książki, natknęłam się na piosenkę Brooke Fraser zatytułowaną nazwiskiem pisarza.

If i find in myself desires nothing in this world can satisfy,
I can only conclude that I was not made for here
 If the felsh that i fight is at best only light and momentary,
then of course I'll feel nude when to where I'm destined I'm compared


 Speak to me in the light of the dawn
 Mercy comes with the morning
 I will sigh and with all creation groan
 as I wait for hope to come for me

 Am i lost or just found?
On the straight or on the roundabout of the wrong way?
is this a soul that stirs in me, is it breaking free, wanting to come alive?
Cos my comfort would prefer for me to be numb
An avoid the impending birth of who I was born to become

 For we, we are not long here
 Our time is but a breath, so we better breathe it
And I, I was made to live, I was made to love,
I was made to know you
Hope is coming for me
Hope, He's coming
Jeśli znajdę w sobie pragnienia, których świat nie może spełnić,
Mogę tylko stwierdzić, że nie jestem przeznaczona do niego
Jeśli ciało z którym walczę jest tylko światłem i momentem,
to oczywiście że będę czuła się naga w porównaniu z miejscem, do którego jestem przeznaczona
Mów do mnie w światłu wschodu słońca,
Przebłaganie przychodzi rankiem
Będę wzdychać i z całym stworzeniem jęczęć
Gdy będę czekać by przyszła nadzieja

Czy jestem zgubiona czy odnaleziona?
Na prostej drodze czy na zakrętach złej drogi?
Czy to jest dusza która miesza we mnie, czy wychodzi na wolność, chcąc żyć?
Bo moja strefa komfortu wolałaby żebym była drętwa
żeby uniknąć nadciągającego narodzenia kogoś, kim się urodziłam by być

Nie jesteśmy długo tutaj
Nasz czas tu jest tylko oddechem, więc lepiej oddychajm
A ja, ja zostałam stworzona by żyć, by kochać
Żeby cię poznać
Nadzieja przychodzi po mnie, nadzieja, On przychodzi.



wtorek, 31 grudnia 2013

A bo wy wszyscy jesteście tacy sami..!

Nie, to nie mój manifest feministyczny, to tytuł nowego singla Stromae.
O Stromae pisałam już przy okazji wydania nowej płyty w czerwcu, która od tamtej pory w całej Francji/Belgii/francuskojęzycznej Kanadzie pobiła wszystkie rekordy. Po fenomenalnych występach z Formidable - której absolutnie nie da się przetłumaczyć, gra slow przypomina te gry slow u Brela - Stromae bywa nazywany Brelem XXI wieku -

 i z Papaoutai ...

i po tysiącach coverów Papaoutai....

Stromae wypuścił nowy singiel ze swoim alter ego.
Swoim alter ego kobiecym dodajmy...

Vous les hommes z'êtes tous les mêmes
Macho mais cheap
Bande de mauviettes infidèles
Si prévisibles..
Non je ne suis pas certaine..
que tu m'mérites
Z'avez d'la chance qu'on vous aime
Dis-moi " Merci! " 

Rendez-vous, rendez-vous, rendez-vous au prochain règlement
Rendez-vous, rendez-vous, rendez-vous sûrement aux prochaines règles

 Cette fois c'était la dernière
Tu peux croire que c'n'est qu'une crise
Matte une dernière fois mon derrière,
 il est à côté de mes valises
Tu diras " Au revoir " à ta mère,
elle qui t'idéalise
Tu n'vois même pas tout c'que tu perds
Avec une autre ce serait pire
Quoi toi aussi tu veux finir maintenant ?
C'est l'monde à l'envers !
Moi j'le disais pour t'faire réagir seulement..
toi t'y pensais 

Facile à dire, je suis gnangnan
Et que j'aime trop les bla bla bla
Mais non non non, c'est important
Ce que t'appelles les ragnagnas
Tu sais la vie c'est des enfants
Mais comme toujours c'est pas l'bon moment

Ah oui pour les faire là tu es présent

Mais pour les élever y'aura qu'des absents
Lorsque je n'serais plus belle
Ou du moins au naturel
Arrête je sais que tu mens
Il n'y a que Kate Moss qui est éternelle
Moche ou bête, c'est jamais bon !
Bête ou belle, c'est jamais bon !
Belle ou moi, c'est jamais bon !
Moi ou elle, c'est jamais bon ! 

Wy, mężczyźni jesteście wszyscy tacy sami.
Maczo, ale tani.
Banda niewiernych mięczaków.
Tacy przewidywalni.
Nie, nie jestem pewna,
czy zasługujesz na mnie.
Jesteście szczęśliwcami, że Was kochamy.
 Śmiało, podziękuj mi.

Spotkanie, spotkanie, spotkanie po następnej ugodzie.
Spotkanie, spotkanie, spotkanie na pewno podczas kolejnej miesiączki.

Przysięgam, że to koniec, to był ostatni raz.
Możesz mówić, że to tylko kryzys
Rzuć ostatni raz okiem na mój tył,
Juz jest obok moich walizek
Pożegnaj ode mnie swoją mamusię,
która Cię idealizuje.
Nie masz pojęcia co tracisz.
Wierz mi, będzie Ci gorzej z każdą inną.
Co?! Ty też chcesz zakończyć to teraz?
Nie zrozumieliśmy się.
Ja tylko tak mówiłam, bo chciałam, żebyś zareagował A Ty właściwie myślałeś o tym

Łatwo powiedzieć, że jestem niedorajdą
I lubię dużo bla bla bla
Ale nie, nie, nie. Ważne jest to
co nazywasz „ragnagnas”
Wiesz, życie jest po to, żeby mieć dzieci.
Ależ oczywiście znowu, to nie jest dobry moment.
Ach, oczywiście, że jesteś obecny, kiedy się je robi,
Ale kiedy wychowuje, to już nie.
 Kiedy nie będę dłużej piękna
A przynajmniej naturalna.
Jasne! Wiem, że kłamiesz
Tylko Kate Moss jest nieśmiertelna.
Brzydka lub głupia – to nigdy nie jest dobre!
Głupia albo piękna –to nigdy nie jest dobre!
Piękna albo ja –to nigdy nie jest dobre!
Ja albo ona –to nigdy nie jest dobre!
No i wszystko wiadomo...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Warto być Polakiem na Twitterze

Zakładając na początku 2009 roku Twittera za namową mojej rówieśniczki, piosenkarki Izy Lach, poznanej na... Myspacie, by śledzić Johna Mayera, nie spodziewałam się, że czeka mnie aż tak duża przygoda związana dopiero od niedawna ze środowiskiem polskiej części.
Założyłam Twittera, gdy - wydawało mi się tak przynajmniej - mało Polaków miało tam konto. Patrząc dziś na moje pierwsze twitty, wiem jak zaniżałam poziom pisząc o tym że pada deszcz, czy za oknem hałasuje festyn, czy wrzucając cytaty z piosenek artystów anglojęzycznych... ale głównie francuskojęzycznych. Od wielu lat moją wielką miłością - czasami z wzajemnością, czasami nie... - jest język francuski i kultura frankofońska - głównie muzyka będąca na czele list przebojów we Francji. I po tym jak zrozumiałam jak się "śledzi", "ćwierka", zaczęłam szukać artystów z Myspace, Facebooka na Twitterze. We Francji boom na Twittera też niedawno dopiero wybuchł, ale za to z Quebecu,z którego też pochodzi kilku artystów, których lubię, już wtedy było kilka osób. I szczerze? 1) Wystarczyło im powiedzieć, w języku angielskim bądź francuskim - na francuskich działa tylko francuski ;-) - że zna się ich piosenkę i słucha się ich...z Polski. Na Myspacie, gdy wykorzystywałam argument kraju, raczej słabe robiło to wrażenie.. Może też dlatego że moja znajomość języka była zdecydowanie niższa też. Dopiero na Twitterze, gdzie kontakt był bliższy, gdy artyści sami odpisywali w krótkich tekstowych wiadomościach, doceniłam swoje pochodzenie. Słówko Poland/Pologne sprawiało - i do dziś nadal sprawia - na artystach francuskojęzycznych duże wrażenie. Gabrielle Destrosmaisons, Lucy z musicalu Dracula, entre l'amour et la mort, była jedną z pierwszych które zachwyciły się Polską. Julie Zenatti, Fleur-de-Lys z pierwszej wersji musicalu Notre Dame de Paris, napisała mi że zawsze chciała zaśpiewać w Polsce, a gdy odpisałam że chętnię ją ugościmy, napisała że zaśpiewa w moim salonie. Znana u nas kanadyjska piosenkarka Natasha St-Pier (Un ange frappe a ma porte, Tu trouveras) ostatnio napisała, że chce wraz ze swoim nowym projektem - śpiewanymi tekstami św. Teresy z Lisieux - chociaż na chwilę wpaść do Polski, bo bardzo miło wspomina swój pobyt w Warszawie. Jeśli Natasha przyjedzie, możecie dziękować mnie :)
Czyli po pierwsze, w sumie chyba jedyne najważniejsze: interakcja. Żeby się wyróżnić jeszcze dodatkowo, bo czasami słowo Poland łatwo się rozmywa w morzu "mentions",2) warto stawiać na jakość. Bo co da naprawdę słaby tweet: I love you, please follow me! gdy można zachęcić jakąś błyskotliwą reakcją na to co dana osoba pisze, czy co się dzieje w jej życiu, czy to prywatnym, czy zawodowym, na reakcję. Jeśli widzę, że dany Artysta jest akurat online, czy po prostu niedawno coś napisał, warto do niego napisać z komentarzem, i emotikonką. Można być pewnym, że wzbudzi taki tweet reakcję. A po co psuć sobie dzień złymi emocjami? 3) Nie warto wdawać się w kłótnie z artystami, czy ich fanami, których się nie lubi. Po co? Owszem, poćwiczyć można tym znajomość przekleństw, ale po jeszcze wkurzyć się w cyberprzestrzeni, gdy w pracy czy na uczelni znajomi wystarczająco psują nastrój?
4) Nie zaszkodzi też napisać swoją wiadomość poprawnie. Wprawdzie akurat piosenkarze nie są purystami językowymi, a znajomi z zagranicy poprawią, a czasami nawet jakiś Twitterowy bot automatycznie wygeneruje wiadomość o błędzie, ale warto się starać. Tu nie liczy się ilość, tylko jakość i na te 140 znaków warto się postarać. Dlatego, mając nawet tylko Google Translate na podorędziu, warto sprawdzić w słowniku czy dane słowo jest poprawne, czy szyk zdania jest dobry. Tym samym, też czytając twitty osób zza granicy, można, nawet bez dużej naszej wiedzy, łapiemy język.. nawet bez wyjeżdżania z kraju. A nuż ktoś z zagranicy też postara się do nas odpisać w naszym języku? Ja mam dużą frajdę jak ktoś, nawet z błędami, napisze do mnie "buziaki" :)
Reakcję zupełnie nieznajomych osób zza granicy, za to czasami bardziej interesujących od artystów, można przyciągnąć 5) komentując wydarzenia oglądane w danym kraju. Ja mam specyficzny gust, nie lubię oglądać polskich wersji programów rozrywkowych typu Mam talent, za to w jury i francuskiego, i belgijskiego The Voice są artyści których lubię. Znajduję stream telewizji w Internecie, i wraz z Francuzami spamuję TL moich obserwujących przemyśleniami na temat talentów we francuskiej edycji. I jeśli otaguję to hashtagiem #thevoice, mój tweet widzą Francuzi i wchodzą w interakcję, czy retwittują mój twitt.. jeśli oczywiście spodoba im się. Tym samym można poznać naprawdę ciekawe osoby.. a potem poznać je na żywo. Myspacowe, Facebookowe i Twitterowe przyjaźnie warto przenosić do "prawdziwego" życia. Moją pasją jest też piłka nożna, a zwłaszcza klub FC Barcelona. Moi polscy znajomi nie są zbyt zachwyceni, gdy z hashtagiem #fcblive spamuję ich informacjami o pięknej, kolejne bramce Leo Messiego, ale za to ja się cieszę gdy dostaję reakcję znajomego z Anglii, który też jest wniebowzięty podaniem Iniesty, czy dziewczyny ze Szwajcarii, która znowu narzeka na włosy Cesca Fabregasa.
Na slawistyce - sla-wi-sty-ce - czyli filologii chorwackiej - ciężko było mi znaleźć portale związane z nauką języka. Jednak, dzięki stronom związanych z portalami takimi jak nasza wp.pl, czyli jutarnji.hr czy słoweński dnevnik.si, które już od 2009 są na Twitterze, tuż po opublikowaniu informacji wiem o niej,6) mogę kliknąć dalej link by przeczytać dłuższy artykuł i poszerzyć swoją wiedzę o świecie i znajomość języka. A Jutarnji na jakąś moją reakcję też zaczął mnie śledzić. Czyli - interakcja = reakcja. :)

Dlatego nie wolno się bać śledzić kilku osób więcej, czytać 140 znaków nie tylko w języku polskim, czy pisać w innym języku, nawet narażając się na zdziwione twitty Polaków. Moje Twitter to moje konto, i tylko i wyłącznie, i nawet tracąc dwóch obserwowanych z Polski, można zyskać 5 nowych znajomych spoza kraju. A czy warto? Pokaże wycieczka do kraju i darmowy przewodnik po np. Paryżu znający miasto jak własną kieszeń :)


@margotana 

sobota, 15 czerwca 2013

Papaoutai, czyli fenomenalny powrót Stromae

Paul van Haver, czyli nieznany bliżej belgijski artysta pod pseudonimem Stromae, w 2010 roku zaskoczył wszystkich, gdy jego piosenka Alors on danse stała się hitem we wszystkich klubach we Francji i była grana w prawie całej Europie. Szczerze? Wtedy uważałam, że nic w niej nie ma szczególnego. Dziwny teledysk, powtarzana 5000 razy fraza: Więc tańczymy, nie przemawiała do mnie. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam doceniać tekst.  Bo jak melorecytuje Stromae:
Kto powiedział studia, mówi praca Kto powiedział robota, mówi forsa
 Kto powiedział pieniądze, mówi wydatki Kto powiedział kredyt, mówi długi
 Kto powiedział długi, mówi komornik
Mówi najbliżsi, mówi smutki; bo problemy nie przychodzą bez niczyjej pomocy
  Kto powiedział zmęczenie, mówi obudź się jeszcze wcześniej.
Więc zapominamy o problemach
 Więc tańczymy!
I tak sobie mówisz że to już koniec; bo dalej jest juz tylko śmierć
 I myślisz sobie, że wytrzymasz, bo już nic się nie wydarzy, ale stanie się jeszcze wiele!
W tym roku Stromae powraca. Nie byle jak. Tym razem, mnie ujął od pierwszego single - Papaoutai. 


Dites-moi d'où il vient,
Enfin je saurais où je vais,
Maman dit que lorsqu'on cherche bien,
On finit toujours par trouver,
Elle dit qu'il n'est jamais très loin,
Qu'il part très souvent travailler,
Maman dit "travailler c'est bien",
Bien mieux qu'être mal accompagné, pas vrai ?

Où est ton papa ?
Dis-moi où est ton papa.
Sans même devoir lui parler,
Il sait ce qui ne va pas,
Ah sacré papa,
Dis-moi où es-tu caché ?
Ca doit faire au moins mille fois que j'ai
Compté mes doigts,

Où t'es papa où t'es ?
Où t'es papa où t'es ?
Où t'es papa où t'es ?
Où t'es où t'es où papa, où t'es ?

Quoi qu'on y croit ou pas,
Y aura bien un jour où on y croira plus,
Un jour ou l'autre on sera tous papa,
Et d'un jour à l'autre on aura disparu,


Serons-nous détestables,
Serons-nous admirables,
Des géniteurs ou des génies,
Dites-nous qui donnent naissance,aussi responsables,
Ah dites-nous qui tient,

Tout le monde sait comment on fait les bébés
Mais personne sait comment on fait des papas,
Monsieur JeSaisTout on aurait hérité, c'est ça...
Faut sucer que son pouce ou quoi,
Dites-nous où c'est caché, ça doit
Faire au moins mille fois qu'on a bouffé nos doigts,

Où t'es papa où t'es ?
Powiedzcie mi, skąd on pochodzi
W końcu dowiem się, dokąd ja idę
Mama mówi, że jeśli dobrze szukamy
Zawsze uda nam się znaleźć
Ona mówi, że on nigdy nie jest daleko
Że bardzo często chodzi do pracy
Mama mówi 'dobrze jest pracować'
Lepiej niż być w złym towarzystwie, nieprawdaż?

Gdzie jest twój tata?
Powiedz mi, gdzie jest twój tata
Nawet bez konieczności rozmowy z nim
On wie, co jest nie tak
Oh, na Boga tato
Powiedz mi, gdzie się schowałeś?
To musi być co najmniej tysiąc razy,
kiedy liczyłem na palcach

Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś, gdzie jesteś, gdzie tato, gdzie jesteś?
Czy wierzymy w to czy nie
Ale dobrze będzie w dniu, w którym uwierzymy w to bardziej
Tego czy innego dnia wszyscy będziemy ojcami
I tego czy innego dnia znikniemy
Czy będziemy znienawidzeni
Czy będziemy uwielbiani
Starymi czy geniuszami
Powiedzcie nam, ci, co dają życie również są odpowiedzialni Oh, powiedzcie nam kto się opiekuje nami?

Wszyscy wiedzą, jak się robi dzieci
Ale nikt nie wie, jak być ojcem
Bycie panem 'WszystkoWiem' jest dziedziczne, więc to tak...
Trzeba ssać swój kciuk czy jak?
Powiedz nam gdzie to się schowało
Potrzeba co najmniej tysiąc razy, żebyśmy obgryźli paznokcie


Gdzie jesteś, tato, gdzie jesteś?
Dodajmy do tekstu absolutnie genialny teledysk, i mamy kolejny hit lata już na samym początku czerwca.

sobota, 1 czerwca 2013

La Corrida

Do niektórych tekstów nie warto dużo pisać. Wiedzcie tylko, że Francis Cabrel działa na scenie francuskiej od lat 70. To bard muzyki francuskojęzycznej. Ze swoją gitarą, charakterystycznym głosem i pięknymi mądrymi tekstami każdy jego album ma zagwarantowany sukces. Posłuchajcie, poznajcie tekst do La corrida.



Depuis le temps que je patiente
Dans cette chambre noire
J'entends qu'on s'amuse et qu'on chante
Au bout du couloir;
Quelqu'un a touché le verrou
Et j'ai plongé vers le grand jour
J'ai vu les fanfares, les barrières
Et les gens autour

Dans les premiers moments j'ai cru
Qu'il fallait seulement se défendre
Mais cette place est sans issue
Je commence à comprendre
Ils ont refermé derrière moi
Ils ont eu peur que je recule
Je vais bien finir par l'avoir
Cette danseuse ridicule...

Est-ce que ce monde est sérieux?
Est-ce que ce monde est sérieux?

Andalousie je me souviens
Les prairies bordées de cactus
Je ne vais pas trembler devant
Ce pantin, ce minus!
Je vais l'attrapper, lui et son chapeau
Les faire tourner comme un soleil
Ce soir la femme du torero
Dormira sur ses deux oreilles

Est-ce que ce monde est sérieux?
Est-ce que ce monde est sérieux?

J'en ai poursuivi des fantômes
Presque touché leurs ballerines
Ils ont frappé fort dans mon cou
Pour que je m'incline
Ils sortent d'où ces acrobates
Avec leurs costumes de papier?
J'ai jamais appris à me battre
Contres des poupées

Sentir le sable sous ma tête
C'est fou comme ça peut faire du bien
J'ai prié pour que tout s'arrête
Andalousie je me souviens
Je les entends rire comme je râle
Je les vois danser comme je succombe
Je ne pensais pas qu'on puisse autant
S'amuser autour d'une tombe

Est-ce que ce monde est sérieux?
Est-ce que ce monde est sérieux?
Odkąd czekam
w tym czarnym pokoju
słyszę, jak się bawią i śpiewają
na końcu korytarza;
Ktoś odsunął rygiel
i zanurzyłem się w ten wielki dzień
ujrzałem trąby, bariery
i ludzi dookoła

W pierwszej chwili wierzyłem,
że wystarczy się tylko bronić
ale to miejsce nie ma wyjścia
zacząłem rozumieć
zamknęli za mną drzwi
boją się, że się wycofan
I tak skończę mając
tą śmieszną tancerkę...

Czy ten świat jest poważny?
Czy ten świat jest poważny?

Andaluzjo, przypominam sobie
prerie otoczone kaktusami
nie zamierzam drżeć przed
tym błaznem, tym zerem!
złapię go, jego i jego kapelusz
zakręcę nimi jak słońcem
dziś w nocy żona torreadora
zaśnie na jego obu uszach

Czy ten świat jest poważny?
Czy ten świat jest poważny?

Goniłem cienie,
prawie dotykałem ich baletek
Oni uderzyli mnie mocno w szyję
abym się skłonił
skąd wychodzą ci akrobaci
w swych papierowych kostiumach?
nigdy nie uczyłem się walczyć
przeciw lalkom

Czuję piach pod głową,
to niesamowite jak to przynosi ulgę
modliłem się, aby to wszystko się zatrzymało
Andaluzjo, przypominam sobie
słyszę jak się śmieją, kiedy rzężę
widzę, jak tańczą, kiedy upadam
nie myślałem, że można tak się bawić
wokół czyjegoś grobu

Czy ten świat jest poważny?
Czy ten świat jest poważny?

sobota, 25 maja 2013

I komu bije dzwon w tym obojętnym świecie..?


Inspiracja przyszła, gdy włączyłam sobie wspomnienia, czyli album Reviens Garou. Zanim zaczniecie oceniać, i zanim ja zacznę żałować, posłuchajcie trzeciego utworu na płycie, i zobaczcie tłumaczenie refrenu (moje):

C’ n’est pas “ L’adieu aux armes”
C’est un monde qui disparaît
Les missiles n’ont pas le charme
Du vieux fusil d’Hemingway

Et “Pour qui sonne le glas”
Dans ce monde “anyway”
Chacun de nous finira
Comme le vieil Hemingway
To nie jest "Pożegnanie z bronią"
To ten świat znika
Naboje już nie mają uroku
Jak te ze starej broni Hemingwaya

I "Komu bije dzwon"
W tym obojętnym świecie
Każdy z nas skończy tak
Jak stary Hemingway
Każdy, kto mnie choć chwilę zna, wie, jak ważna była w moim życiu była muzyka Garou. Tak, absolutny pop itd itp, ale to on był pierwszym artystą, którego w muzyce pokochałam ja sama, bez żadnych zachęceń od strony rodziców, przyjaciół, mediów. No dobrze, trochę mediów, bo to w czasie festiwalu w Sopocie w 2002 roku, gdy Garou pokazał się na scenie, podbił moje 13-letnie serce. I powszechnie też wiadomo, że w tej chwili jesteśmy w separacji, i pan Garand musi nagrać porządną płytę by mnie przebłagać, ale cóż, sentyment pozostał.
A Hemingway? Zawsze czytałam książki. Od przedszkola pochłaniałam wszystko co ma okładkę i więcej niż 5 stron. Od ulubionych lektur "Oto jest Kasia", przez "Jeżycjadę", pod koniec podstawówki, czyli w tym czasie, co poznałam muzykę Garou, zaczęłam poznawać klasykę. Gdy pod koniec 2003 roku, gdy Reviens ukazało się, znałam już "Starego człowieka i morze". A gdy został mi przetłumaczony tekst, sięgnęłam po więcej od niego. Dysonans? Oj, wielki.
A jednak. Hemingway, urodzony jeszcze w XIX w., był korespondentem w czasie II wojny światowej i hiszpańskiej wojny domowej, obracał się w Paryżu wśród bohemy, był przedstawicielem modernizmu. Twórca - właściwie populizator, bo jak twierdzą opowieśći, to mechanik auta Gertrudy Stein wymyślił to określenie - hasła "stracone pokolenie", lost generation, doskonale widział już wtedy dokąd idzie świat. Obciążony chorobą genetyczną, po wypadku w Afryce, bał się o swój kubański dobytek, o swoje bezpieczeństwo. Po jednej nieudanej próbie samobójczej w kwietniu 1961, odebrał sobie życie 2 lipca 1961 roku, tak jak jego ojciec, czy rodzeństwo, a potem wnuczka.
Jego powieści, zawsze gdy do nich wracam, obezwładniają mnie. Hemingway nie pisał trudnym językiem, przeciwnie. Opowiadał szczerze o ważnych sprawach, o swoich przeżyciach. I mimo, że można o nim powiedzieć, że nie był tryskającym cały czas optymistą, ze "Starego człowieka i morze" wypływa refleksja, że człowiek jest zdolny zrobić wszystko, oraz że jeśli chcemy, możemy pokonać wszystkich. W innych utworach pisze o miłości - tej zakazanej, niedostępnej, tej wytrwałej. I mimo że przewija się śmierć, to naprawdę ważne jest dla niego życie. Hemingway kochał ten świat - moi znajomi - i szczerze, ja też - nie lubią długich opisów przyrody. A ja jednak kocham styl Hemingwaya, jego opisy natury z "Pożegnania z bronią" są przejawem jego geniuszu.
A co najważniejsze, Hemingway był doskonałym obserwatorem społeczeństwa. Jego doskonale pokazane w "Mieć czy nie mieć" społeczeństwo dotknięte kryzysem oraz początki ruchu komunistycznego na Kubie, czy opisy wojny w "Komu bije dzwon" przyprawiają o dreszcz. Autor dawał z siebie wszystko poświęcając się temu co robi - pisaniu.
I kochał życie. Doskonale oddał to w "Komu bije dzwon". W ostatnim rozdziale, główny bohater, gdy leży na ziemi ze złamaną nogą, myśli nad samobójstwem w celu uniknięcia schwytania przez wroga.
" Nie chcę robić tego samego, co ojciec. Zrobię, jeżeli będzie trzeba, ale wolałbym nie musieć "
Wiedział, że prawdopodobnie to choroba genetyczna (jak mówią niektórzy, psychiczna) go zmusi.
Mnie Hemingway z jednej strony onieśmiela swoim zarazem prostym, a tym samym genialnym stylem. Bałabym się do niego podejść w paryskim barze, bo wiem, że nie miałabym nic do powiedzenia, że wstydziłabym się. A zarazem naprawdę mocno chciałabym posłuchać jego opowieści o Hiszpanii, o corridzie, o życiu paryskiej bohemy, o wywiadzie z Mussolinim który udało mu się przeprowadzić. Wdychałabym zapach jego cygar i piła z him martini, czy absynt bez cukru. Tu znajdziecie więcej informacji o ulubionych alkoholach Hemingwaya, i dowiecie się, że pisarz nie pił gdy pisał...! Bo.."Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami. "

A mój ukochany cytat z Hemingwaya to: "Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny. " Oh damn right....